Moje kucharzenie

Ciekawe miejsca / Interesting places

poniedziałek, 7 marca 2011

Wracam

Jakiś czas mnie tu nie było... Tzn. bywałam, czytałam Wasze blogi, oglądałam nowe projekty i czerpałam inspiracje na moje kolejne prace. W międzyczasie próbowałam doprowadzić mieszkanie do porządku, bo przez ostatnie niespełna dwa tygodnie wyglądało, jakby tajfun jakiś przez nie przeszedł. Wpadłam na pomysł, by przenieść się z mniejszej sypialni do większej, jednocześnie pakując w owej małej wszystkie meble, które mnie irytują walając się po całym mieszkaniu. Przy okazji miały te meble stać w owej małej sypialni w taki sposób, by wyglądało ŁADNIE :-) Nie chciałam zrobić graciarni, a pokój, w którym mogłabym spokojnie rozłożyć się z moimi robótkami. Cóż... Rozłożyć się tutaj nie rozłożę ze względu na metraż, ale przynajmniej ciszę mam i spokój, gdy tego chcę i potrzebuję. I wszystkie moje "śmieci" robótkowe są w końcu w jednym pokoju, a nie w trzech.
Ale nie o tym miałam pisać. W wolnych od pracy chwilach nie siedziałam bezczynnie. Po pierwsze zrobiłam dla córki sweterek z elementów kwiatowych, bardzo kolorowy, jednak nie da się go pokazać na zdjęciu, jeśli nie jest on na właścicielce - taki dziwny mi się on zrobił. Czekam więc na odpowiedni moment, by uchwycić moje dzieło na moim dziecku. :-)
Po drugie sprułam zaczętą już swetrową robótkę dla mojego brzdąca, zaczynaną chyba 6 razy i każdym razem wg innego wzoru. Stwierdziłam, że to nie wzory mi nie odpowiadają, a wełna. Jeszcze nie wiem, co z niej zrobię, ale na pewno nie sweterek dla mojego malucha. Zaczęłam za to szydełkować sweterek z kolorowej włóczki akrylowej (70% akryl, 30% bawełna). Mięciutki będzie i przyjemny w dotyku, a nie jak ta paskudna wełna, którą poprułam - tfu! Już mam zrobione 2/3 plecków, a zaczęłam robić dziś popołudniu. Końcowy efekt, oczywiście, tu pokażę.
Po trzecie - popełniłam serwetkę. Chyba pierwszą w moim życiu. Z kordonka, którego kolor mi się podoba średnio. Bez wzoru, z głowy, bo chciałam coś prostego, co szybko wykończę (dwa popołudnia i gotowa). No i wyszła, jaka wyszła. Sami zobaczcie:
Zawijają jej się brzegi, ale trudno. I tak jest niezła, uważam, jak na mój serwetkowy debiut. W trakcie szydełkowania (między jednym rzędem, a kolejnym) szukałam w necie wzory na ładne serwetki. Kupiłam sobie, będąc w Polsce, magazyn z pięknymi wzorami na Wielkanocne ozdoby, m.in. serwetki z kurczaczkami i gdzieś mi ten magazyn w ferworze walki z przenosinami i malowaniem (nie wspomniałam, że małą sypialnię najpierw odmalowałam? Wybrałam super kolor. Super na pudełku. Trzeba było te garażowe ściany po malowaniu "super" farbą pokryć czymś ludzkim. Została biel z sufitu. Więc po trzech warstwach, własnoręcznie położonych, mam białe ściany w małym pokoju) wcięło. I nie mogę go znaleźć. I jestem zrozpaczona! (w związku z tym ogłoszenie: przyjmę każde czasopismo ze wzorami świątecznymi i na serwetki w formie papierowej. Moje oczy, niestety, elektronicznych wzorów nie tolerują, a wydruki z owych trudne są nierzadko do rozszyfrowania). Zostały mi jedynie te wzory, które znalazłam w sieci... Może wkrótce się trochę pomęczę z tymi rozmazanymi wzorami.
Po czwarte: WYGRAŁAM CANDY!!! Pierwszy raz w życiu wygrałam candy. I to jakie cudne! Wygrałam kolczyki u Joli - korzystam ze zdjęcia z Jej bloga, bo jeszcze kolczyków nie dostałam. Ale już się na nie cieszę :-)
Czy o czymś jeszcze chciałam napisać? Ach! Tak, prawie bym zapomniała... Miałam dziś zacząć haftować obrazek wg wzoru, który dostałam od cudownej zainspirowanej, ale okazało się, że mi czarna mulina "wyszła". Jutro jadę przy okazji koniecznej wizyty w mieście zaopatrzyć się w stosowną ilość owych motków. Już kiedyś pisałam, że nie lubię wizyt w mieście jeśli nie mam przynajmniej kilku spraw tam do załatwienia? No, to do tej jednej zaplanowanej sprawy dołączam zapotrzebowanie na mulinkę. Pilne zapotrzebowanie, bo paluszki mnie świerzbią na krzyżyki :-)
A na koniec się Wam pochwalę czymś, co do mnie jeszcze nie do końca dociera...
Ja tam będę!!! Będę chodziła między stoiskami i... pewnie będę wyglądała jak głupek, z otwartą buzią z zachwytu i oczami wybałuszonymi, żeby tylko wszystko dokładnie dojrzeć... Próbuję się zapisać na sesje z mistrzami cardmakingu, ale coś strona z rezerwacją mi ostatnio nie działała. Zazdrościcie mi? :-) Ja sobie strasznie zazdroszczę :D:D:D

1 komentarz:

Rudzik pisze...

Serwetka bardzo ładna, jestem z Ciebie dumna, że wymyślasz nowe rzeczy. Zazdroszczę Ci wyjazdu na te targi. Sama bym z chęcią sobie obejrzała coś takiego. Życzę Wam miłego oglądania i wielu wrażeń.Czekam z niecierpliwością na zdjęcia i relację.